22. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) 21. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWZIĘCIA NMP; 20. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) 19. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) ADORACJE: 1. NIEDZIELA SIERPNIA; 18. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) 17. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) 16. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) 15. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok C) Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski
Możemy jako wierzący być nieufni wobec tych, którzy odeszli od Boga i nagle deklarują chęć powrotu. Jezus przekonuje, że warto ich powitać z otwartymi rękami
Prawdziwa miłość jest konkretna i dlatego nigdy nie jest obojętna. Miłość zawsze widzi przede wszystkim tych, którzy są blisko, i od nich zaczyna. Drugi objaw obojętności to znieczulica, to zwapnienie serca. Dla miłości rzeczy małe są równie ważne, jak i wielkie, a w wielu wypadkach są nawet ważniejsze od wielkich.
Niedziela zwykła, rok C. liturgia.wiara.pl Czytania mszalne Okres zwykły 10 tydzień zwykły 10. Niedziela zwykła, rok C. rss newsletter facebook twitter. Refleksja na dziś. NA NIEDZIELĘ I UROCZYSTOŚCI. 10. Niedziela zwykła, rok C.
Niedziela zwykła, rok B Rdz 3,9-15 Ps 130 2 Kor 4,13-5,1 Mk 3,20-35 Liturgia Słowa wg lekcjonarza z 2015 roku Liturgia Słowa do odsłuchania (wersja wideo) Liturgia Słowa według starego lekcjonarza
kata sindiran buat orang serakah harta warisan. O BYCIU BLIŹNIM DLA INNYCH _________________________________________ Księga Powtórzonego Prawa (Pwt) 30, 10-14Psalm (Ps) 69List do Kolosan (Kol) 1, 15-20Ewangelia św. Łukasza (Łk) 10, 25-37 _________________________________________ Wypowiedź Mojżesza o słowie, które jest bardzo blisko każdego z nas, zinterpretował św. Paweł. Słowem tym jest Ewangelia, której sednem jest miłość. Mojżesz mówi, że słowo to jest w naszych ustach i w naszym sercu (Pwt 30, 14). Apostoł wyjaśnia, że słowo, które jest w ustach to wyznanie wiary, że Jezus jest Panem, a to co jest w sercu, to wiara w to, że Bóg Ojciec wskrzesił Chrystusa z martwych (List do Rzymian (Rz) 10, 8-10). “Sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami do zbawienia” (Rz 10, 10). Drugie czytanie, które jest hymnem o Chrystusie, ukazuje nam co to znaczy, że Jezus jest Panem (Kol 1, 15-20). Jezus jest przedstawiony jako pierworodny wszelkiego stworzenia i pierworodny z tych, którzy pomarli. Jezus jest Panem czyli ma pierwszeństwo “we wszystkim” (Kol 1, 18). To On jest “ikoną Ojca”, to w Nim wszystko zostało stworzone i w Nim zamieszkała pełnia bóstwa. Kiedy sercem przyjmujemy, że Chrystus powstał z martwych, wierzymy świadectwu apostołów, którzy Go widzieli po zmartwychwstaniu wyznając, że On jest jedynym, który pokonał śmierć. Dlatego też wraz z apostołem możemy wołać: “O śmierci, gdzież jest zwycięstwo twoje?” (1 List do Koryntian 15, 55). Tego Chrystusa, który jest “ikoną Ojca”, słyszymy dziś opowiadającego nam jedną z najpiękniejszych przypowieści. Według Ojców Kościoła, człowiek schodzący z Jerozolimy do Jerycha to symbol człowieka po grzechu. Jerozolima symbolizuje raj, Jerycho świat, a zbójcami, którzy nas tak okrutnie poranili, są zbuntowane przeciwko Bogu niewidzialne potęgi (Kol 1, 16). Samarytanin, który zapowiedział swój powrót to Chrystus, a gospoda to Kościół, gdzie doświadczamy uzdrowienia przez Słowo Boże, sakramenty, katechizację i uczynki miłosierdzia. Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest umieszczona pomiędzy dwoma pytaniami. Uczony w Prawie pyta Jezusa: “A kto jest moim bliźnim?” (Łk 10, 29). Jezus natomiast pyta uczonego: “Kto okazał się bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” (Łk 10, 36). Uczony zadaje pytanie ze swoje perspektywy, Jezus natomiast pyta z perspektywy osoby cierpiącej, której nikt nie chce pomóc i która sama sobie nie jest w stanie pomóc. W przykazaniu “Miłuj bliźniego swego jak siebie samego” nie chodzi o to, by teoretycznie roztrząsać kwestię, kto jest MOIM bliźnim, ale by się rozejrzeć wokół i zapytać siebie: dla kogo ja jestem bliźnim? Przypowieść ma jeszcze jeden interesujący aspekt. “Ten, który okazał miłosierdzie” (Łk 10, 37) to nie Izraelita, lecz Samarytanin. Co się dzieje kiedy Samarytanin pomaga Izraelicie (zob. 2 Księga Królewska 17, 24-41, Ewangelia św. Jana 8,48)? Co się dzieje, kiedy Izraelita jest zaproszony by naśladować Samarytanina (Łk 10, 37)? Pękają mury nieprzyjaźni (List do Efezjan 2,14). Jezus przyszedł by wszystko ze sobą pojednać, przywracając pokój przez krew swego krzyża. Czy jesteśmy gotowi pokochać tych, których nauczono nas pogardzać? Przypowieść jest interpretacją przykazania miłości (Łk 10, 27). Nie chodzi w nim o to byśmy sobie wybierali bliźnich według naszego upodobania. Jezus umarł za grzechy całego świata, On oddał życie za nas, gdy byliśmy nieprzyjaciółmi Boga (Rz 5, 10). Jesteśmy w Nim wezwani, by z obojętności przejść do troski o drugiego człowieka. Kapłan i lewita przeszli na drugą stronę drogi, Samarytanina widok cierpiącej osoby poruszył do głębi. Tak Chrystusa poruszają nasze cierpienie, nasz upadek moralny. Wezwanie, “Idź, i ty czyń podobnie” (Łk 10, 37), które kończy dzisiejszą Ewangelię jest wezwaniem do naśladowania Chrystusa. Idźmy więc i czyńmy podobnie, jak czynił Chrystus, nasz Zmartwychwstały Pan, stając się bliźnimi dla tych, których cierpienia świat nie chce dostrzec. Dziś szczególnie są to dzieci poczęte oraz prześladowani po całym świecie nasi braci i siostry w wierze.
Dzisiejszy ewangeliczny epizod rozpoczyna się od tego, że Pan Jezus znalazł się dyskretnie w pobliżu nieżyczliwego sobie człowieka i nic więcej. Pan Jezus jest zbyt dobrym nauczycielem, żeby od razu zacząć go pouczać. Wie, że Jego nauka, tak bardzo potrzebna temu biednemu i przemądrzałemu uczonemu w Prawie, odbiłaby się od niego jak groch od ściany. Toteż Jezus chce tak pokierować sytuacją, żeby Jego nauka rzeczywiście dotarła do serca tego w tym celu Zbawiciel staje dyskretnie w zasięgu uwagi owego uczonego w Prawie. Jeśli on sam zacznie rozmowę, będzie większa szansa na to, że usłyszy tak bardzo mu potrzebne słowa zbawienia. Uczony rzeczywiście podchodzi do Jezusa, ale nie w tym celu bynajmniej, żeby zaczerpnąć z Jego mądrości. Ewangelia wyraźnie zaznacza, że chciał Jezusa wystawić na Jezus kocha tego człowieka, dlatego nie zraża się jego złą wolą. Teraz Jego troską jest takie ustawienie rozmowy, żeby ów uczony skorzystał jak najwięcej dla swej duszy. Otóż każdy dobry nauczyciel wie o tym, że uczeń niewiele się nauczy, jeśli przekazywaną mu prawdę będzie przyjmował w sposób czysto bierny. Dlatego Jezus na pytanie uczonego odpowiada pytaniem. Nie chce dopuścić do tego, żeby ów jałowy uczony był w trakcie rozmowy tylko czysto zewnętrznym obserwatorem Prawdy Bożej, albo nawet jej sędzią. W ten sposób dzięki miłości i mądrości Jezusa szybko spada z tego człowieka jego pierwotna zła wola. Niepostrzeżenie dla samego siebie uczony zaczyna z uwagą słuchać nauki Jezusa, a rozumie ją tym więcej, że pouczenie przychodzi w trakcie rozmowy, której on jest aktywnym uczest to jest może nawet najważniejszy moment w dzisiejszej Ewangelii: że o miłości bliźniego Pan Jezus mówił w duchu prawdziwej miłości wobec tego człowieka, który podszedł do niego z nieżyczliwością, ażeby Go wystawić na się teraz nad odpowiedzią Pana Jezusa na pytanie: „A kto jest moim bliźnim?" Zauważmy, że Pan Jezus nie mówi: twoim bliźnim jest każdy człowiek. To by była tylko pusta deklaracja, z której niewiele by wynikało. Trudno przecież kochać naprawdę kilka miliardów ludzi jednocześnie. W odpowiedzi na pytanie, kto jest moim bliźnim, Pan Jezus opowiedział przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Zatem moim bliźnim jest ten oto konkretny człowiek potrzebujący, który znalazł się w mojej przestrzeni. Jest w mojej przestrzeni stale, a może znalazł się w niej całkiem niespodziewanie. W ten drugi sposób - to znaczy całkiem niespodziewanie - człowiek poraniony przy drodze z Jerozolimy do Jerycha pojawił się jako bliźni w bliskości tylko trzech ludzi: kapłana, lewity oraz Samarytanina. Na szczęście przynajmniej jeden z nich zrozumiał, że oto mój bliźni potrzebuje pomocy. Zawiesił na kołku wszystkie urazy i antagonizmy, jakie dzieliły Żydów i Samarytan. W tej chwili liczyło się dla niego tylko to, że ów bliźni pochodzący z wrogiego narodu potrzebował szybkiej i skutecznej przypowieści znajduje się dyskretny sygnał, że ów nieszczęśnik wpadł w ręce zbójców z własnej winy. Schodził przecież z Jerozolimy do Jerycha, oddalał się od miasta Bożego. Nie jest to droga bezpieczna. Taka jest przecież logika naszej rzeczywistości, że prawdziwe bezpieczeństwo i pokój znajdujemy w cieniu Bożych skrzydeł, kto zaś się oddala od Boga, wchodzi w przestrzeń jakiegoś bezsensu i chaosu i niech się nie dziwi, kiedy zostanie ciężko poszkodowany. Taka już jest natura tej drogi, którą się odchodzi od miasta Bożego, że zmarnowała ona bardzo wielu prawdziwa miłość nie pyta, czy bliźni znalazł się w nieszczęściu niesprawiedliwie, czy może z własnej winy. Samarytanin widzi ciężko poranionego człowieka, który potrzebuje szybkiej pomocy. Reszta w tej chwili nie jest ważna. Gdyby Samarytanin spotkał go pól godziny wcześniej, jego miłość bliźniego wyraziłaby się inaczej. Zapewne przekonywałby tego człowieka: człowiecze, opamiętaj się! Nie idź tą drogą, przy tej drodze grasują zbójcy, wracaj do miasta Bożego! Teraz, kiedy człowiek ten leży już poraniony, nie pora wypominać mu, że sam sobie zawinił. Trzeba mu po prostu pomóc. Po tym właśnie poznać prawdziwą miłość, że zwraca się ku człowiekowi w jego aktualnej sytuacji. Prawdziwa miłość nie czeka, aż bliźni zmieni się na lepsze i stanie się wart tego, żeby go kochać. Prawdziwa miłość kieruje się ku człowiekowi takiemu, jakim on jest dzisiaj i stara się pomóc mu zmienić się na jeden szczegół zauważmy w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Człowiek poraniony nieszczęściem, chorobą, samotnością, nieznajomością Boga, pychą, egoizmem - jeśli tylko znalazł się w przestrzeni mojego życia, jest moim bliźnim. Ale ja wobec niego będę albo bliźnim albo człowiekiem twardego serca. W zależności od tego, czy zachowam się jak ów miłosierny Samarytanin, czy jak ów kapłan i lewita, którzy przeszli obok potrzebującego i nie udzielili mu Pan Jezus nie powiedział, że kapłan i lewita przeszli obok poranionego człowieka obojętnie. Nieszczęście tego człowieka mogło ich nawet bardzo poruszyć, rzecz jednak w tym, że oni mu nie pomogli. Zapewne mieli jakieś bardzo ważne powody, żeby się nie zatrzymywać - mogli mieć na głowie sto własnych kłopotów i sto pilnych zobowiązań. Ale, niestety, nic ich nie usprawiedliwia. Powinni zachować się jak bliźni, a zachowali się bezdusznie. Bracia i Siostry, to jest wielkie i ustawiczne pytanie dla naszych rachunków sumienia. Bo jeśli komuś z nas wydaje się. że ja nigdy nie zachowuję się jak ów kapłan i lewita, znaczy to, że jestem człowiekiem zakłamanym i nie potrafię spojrzeć na siebie w koniec warto wspomnieć, że w postaci miłosiernego Samarytanina Ojcowie Kościoła lubili dopatrywać się samego Jezusa Chrystusa. Nasz stosunek do Boga też czasem przypomina stosunek Żydów do Samarytan. Bywamy wobec Boga nieufni, czasem nawet oskarżamy Go, że źle urządził świat albo że postępuje z nami niesprawiedliwie. Nie chcemy zauważyć rzeczywistej przyczyny tego, że na świecie jest tyle cierpienia, goryczy, krzywdy, samotności, nieszczęścia. Nie chcemy zauważyć, że to wszystko bierze się z naszych grzechów, z naszego egoizmu, z naszego odejścia od oto dobry Bóg nie zważa na te wszystkie oszczerstwa, jakie Go od ludzi spotykają, lecz się po prostu ulitował nad nami, nad naszym zagubieniem i nad naszymi ranami. Syn Boży pochylił się nad nami serdecznie jako najlepszy Samarytanin. Pochylił się nad nami aż tak głęboko, że dla nas stal się człowiekiem, jednym z nas. Żeby nas uzdrowić, wlewa w nasze rany wino i oliwę. Wino jest z natury cierpkie. Winem, jakie On wlewa w nasze rany, jest Jego własna Krew, jaką za nas przelał na krzyżu. Aż tak bardzo nas ten Samarytanin kocha. Oliwą jest sam Duch Święty, który swoją boską obecnością potrafi uśmierzyć i ułagodzić każde cierpienie i każdą gorycz. Wielu z Was, Kochani chorzy, wiele mogłoby na ten temat powiedzieć. Bo czasem wręcz namacalnie doświadczacie tego miłosiernego działania Chrystusa, Dobrego i Siostry! Bardzo konkretnie starajmy się pamiętać o tym, że ten Dobry Samarytanin jest Bogiem wszechmocnym. „W Nim - jak czytaliśmy w Liście do Kolosan - wszystko zostało stworzone: i to co w niebiosach i to co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne". Jeśli tylko poddamy się leczeniu tego boskiego Samarytanina, jeśli będziemy przyjmować przygotowane przez Niego lekarstwa - On nie tylko uzdrowi nasze dusze, ale doprowadzi nas do ostatecznego zmartwychwstania. Zatem radośnie dziękujmy Bogu, że zechciał stać się dla nas Dobrym Samarytaninem! Amen.
Trzy kroki ku homilii, ks. Marek GilskiNauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? (Łk 10, 25). więcej Współczesna miłość bliźniego, ks. Janusz Mastalski„Kim jest bliźni i co znaczy kochać go?”. To pytania nie tylko o miłość męża, żony, dzieci czy rodziców, ale także sąsiada i każdego napotkanego człowieka. Samarytanin pokazuje nam wszystkim konkretne wymiary tej miłości, jej cechy. więcej Miłość bliźniego, ks. Bogdan ZbrojaDobrze się składa, że teraz uczestniczymy w najdoskonalszej modlitwie Kościoła – w Mszy Świętej. Pomyślmy o tym człowieku, który powinien być przez nas otoczony modlitwą. Może jest to chory ojciec lub matka. Może to syn albo córka. więcej Powołani do miłowania, ks. Edward StaniekNależy zastanowić się nad tym, w jakiej mierze nasze rodziny są szkołami miłosierdzia, a w jakiej szkołami egoistów, którzy przejdą obojętnie jak owi duchowni na drodze z Jerozolimy do Jerycha, myśląc jedynie o końcu swego nosa, a nie o potrzebującym pomocy. więcej Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?, ks. Piotr AndryszczakPan Jezus wobec zbliżającej się własnej śmierci wyjaśniał swoim uczniom: „Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo”. Człowiek tym się różni od ziarna, że nie tylko obumiera, ale czyni to świadomie. Może bowiem wybrać swoje życie więcej
15 niedziela zwykła rok c